Decyzja PiS o przepchnięciu…

Kategorie Wydarzenia

Decyzja PiS o przepchnięciu do TK kandydatury Piotrowicza nie ma żadnego praktycznego znaczenia – TK z Piotrowiczem nie zrobi nic, czego wcześniej nie zrobiły kierowany przez Przyłębską TK bez Piotrowicza.

Stanowi jednak, mam nadzieję, ostateczny kres coraz bardziej żenującej narracji o walce z „komunizmem i postkomunizmem”.

Wbrew narracyjnemu spinowi, który zarówno sam kandydat, jak i PiS próbowali prezentować, Piotrowicz to bowiem dość modelowy komunistyczny aparatczyk. Nie, nie był na szczycie (choć i z takimi PiS nie ma problemu, vide były sekretarz KC PZPR Marek Król), ale był właśnie typowym konformistycznym aparatczykiem. Kiedy reżim komunistyczny miał się dobrze, był wzorowym trybikiem w PRLowskim aparacie opresji – na tyle wzorowym, że dostał Brązowy Krzyż Zasługi, czyli swoiste odznaczenie „dobrego komunisty”. Kiedy komunizm upadł, błyskawicznie odnalazł w sobie gorliwego katolika i antykomunistę.

Na Piotrowiczu poznali się nawet wyborcy PiS – mimo teoretycznie biorącego miejsca w najbardziej „wiernym” z okręgów wyborczych samozwańczy „reformator sądownictwa” przepadł w wyborach powszechnych. Partia postanowiła mu zatem wynagrodzić wierną pracę w poprzedniej kadencji i znaleźć synekurę. Nagle okazało się, że to, co straszliwie przeszkadzało w (nielicznych zresztą) sędziach SN – że orzekali przed 1989 rokiem – kompletnie nie ma znaczenia w przypadku Piotrowicza. Nie pierwszy to i nie ostatni przykład stosowania przez PiS podwójnych standardów, ale chyba najbardziej bezczelny, jaskrawy i do tego demonstracyjnie zagrany nawet wbrew własnemu elektoratowi.

Nie znaczy to oczywiście, że w Polsce nie było aparatu komunistycznego, ani, że nie było patologii pt. „uwłaszczenie nomenklatury”, często będącej zarzewiem diagnozy zjawiska postkomunizmu. Tyle tylko, że dzisiaj, 30 lat po upadku PRLu, linie podziału na obrońców i beneficjentów postkomunizmu mocno się zatarły. Co więcej, zasadne jest pytanie, czy w ogóle ta linia podziału ma jeszcze jakiś sens poza propagandowym, skoro beneficjenci postkomunistycznych przemian przetasowali się i obecnie wspierają już chyba wszystkie możliwe opcje na polskiej scenie politycznej? Tak czy owak, PiS chyba sam postanowił tę narrację odesłać do lamusa, tak, jak wcześniej odesłał do lamusa narrację smoleńską (czy ktoś jeszcze pamięta te wielkie tezy o zamachach? o konieczności narodowego programu zbadania katastrofy?). Pokazuje to dość dobrze, czym PiS jest dziś w istocie. Nie jest to bowiem żadna ideowa partia antykomunistyczna, ale zwyczajna, postmodernistyczna, alt-prawicowa partia władzy (w polskim wydaniu – nieco socjalizująca). Gra tym, co akurat na rynku idei jest do ugrania, żeby zdobyć władzę, kiedy zaś temat się ogra, bez żadnych skrupułów wyrzuca go do kosza i bierze kolejny (swojego czasu uchodźcy, potem „ulica i zagranica”, teraz potwór gender i LGBT).

Można i tak, ale błagam, niech nikt mi już nie prawi bajek o jakimś starciu „trzeciego pokolenia AK z trzecim pokoleniem UB”, bo go zabiję.

pokaż spoiler Śmiechem.

pokaż spoiler Nie moje, ale się w pełni zgadzam.

#neuropa #polska #polityka #tklive #wydarzenia